26.luty.2007r.
Po wniesieniu do mojego nowego domu zostałem wykąpany przez mojego Wysokiego pana. W takcie kąpieli wyskoczyłem z wanny gdyż on sobie poszedł gdzieś z łazienki i się bałem tak sam siedzieć w nieznanym i mokrym otoczeniu. Dostałem potem szynki, ale nawet czegoś tak dobrego nie chciałem zjeść. I leżałem tak sobie smutny w pokoju moich właścicieli gdy zadzwonił domofon. Wydreptałem do przedpokoju. Nagle do domu wszedł mój niski właściciel, pomerdałem trochę ogonkiem i mnie głaska i głaskał i głaskał i głaskał... Potem podreptałem do pokoju i leżałem sobie przygnębiony. I tak kawałek czasu leżałem, gdy nagle ni z gruchy i pietruchy coś moim panom strzeliło do głowy że mnie na dwór wyprowadzą. Ubrano mi smycz i zniesiono na dół, a ja nie chciałem nigdzie iść i się zapierałem wszystkim naciskom abym się poruszył. W końcu dali sobie spokój i wnieśli mnie z powrotem do domu. Ale jak widać było chyba chęć wyprowadzania mnie nie minęła bo wieczorkiem spróbowali jeszcze raz. Tym razem trochę połaziłem i trochę obszczałem i zaczęło mi się to nawet podobać. Po powrocie do domu już nic takiego się nie wydarzyło, wróciłem do mojej poprzedniej czynności- leżenia smutnego.
Jeszcze a propos spacerów gdy pierwszy raz mnie na spacerze spuścili ze smyczy to zagoniłem jakiegoś kota w kąt... ale musieli z mną przybiegnąć i mnie zabrać, masz ci los (ale ogólnie jest z nimi super).
Jeszcze a propos spacerów gdy pierwszy raz mnie na spacerze spuścili ze smyczy to zagoniłem jakiegoś kota w kąt... ale musieli z mną przybiegnąć i mnie zabrać, masz ci los (ale ogólnie jest z nimi super).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz